o porodzie słów kilka...

16:00

...a w zasadzie pewnie będzie kilkaset:)

   Na wstępie zaznaczę, że nie będę się tutaj wdawać w jakieś bardzo szczegółowe (czyt. opis minuta po minucie, czy godzina po godzinie) opisy zarówno samego zabiegu jak i mojego pobytu w szpitalu. Przedstawię Wam jak to wszystko z mojego, bardzo subiektywnego punktu widzenia i przybliżę jak to dziś wygląda u Nas w MSZ w Olsztynie.  Chcę o tym napisać, ponieważ praktyki stosowane przez lekarzy i położne zmieniają się z roku na rok:)

   Jak wcześniej pisałam kilkakrotnie z powodu miednicowego ułożenia mojego maleństwa miałam zaplanowane (po ostatnim pobycie na patologii ciąży) cesarskie cięcie na 15 stycznia. Stawić się miałam do szpitala 14 stycznia rano, a wszystkie te informacje dostałam na wypisie z patologii i oczywiście od lekarza.
Szykując się na ten wielki dzień i przygotowując psychicznie do CC podczytywałam wpisy na Waszych blogach oraz u Aguli (2 porody CC w szpitalu w Olsztynie) dotyczące porodu przez cięcie cesarskie, warunki oraz to jak dochodziłyście do siebie. Podczytywałam bo chciałam przygotować się psychicznie i oswoić z tymi szpitalnymi zabiegami, które wydawały mi się krępujące.


Przygotowania:
  13.01.2013 o 6 rano poczułam bóle w krzyżu przechodzące w twardniejący brzuch. Po 3 takich skurczach (nawet nie wiem jaka była częstotliwość bo usnęłam) wszystko przeszło. 
Rano, kiedy się obudziłam zauważyłam plamienia. Dopakowałam torbę, zjadłam jedną kanapkę i postanowiliśmy, że tego dnia pojedziemy do szpitala, żeby mnie zbadali.

O 11 wpadli jeszcze moi rodzice do nas na kawkę i ciasto:) obgadałam z mamą wszystkie szczegóły niedopracowanych tematów i pojechaliśmy na Izbę przyjęć (pojechaliśmy sami-bez widowni:))

Izba przyjęć:
  Izba przyjęć świeciła pustkami i od razu zostałam przyjęta. Po wypełnieniu całej masy papierków, przemiła Pani doktor zbadała mnie i powiedziała: "coś tutaj się zaczyna dziać, czap odchodzi stąd te plamienia. Skoro i tak jutro mieliśmy Panią przyjąć na oddział to zabieramy Panią dzisiaj na trakt porodowy.

Trakt porodowy:
  Tam zrobimy KTG i podejmiemy decyzję czy robimy cięcie dzisiaj czy czekamy do 15 stycznia"
Położna zaleciła przebranie się w piżamkę i razem z mężem i panią doktor udaliśmy się na trakt porodowy. Na trakcie też świeciło pustkami i mieliśmy cały personel dla siebie:) Mnie podłączyli pod KTG a mężulka ubrali w to zielone, gustowne wdzianko i buciki:)

Po jakiś 10 min pod KTG dostałam regularnych skurczy co 5 min - ten fakt odnotował nawet mój małżonek obserwując wydruk z KTG - ja tam nic nie widzę na tych wydrukach:)
Przyszła położna od noworodków i zaczęła przeprowadzać wywiad ( już wiedziałam, ze cesarkę będę miała tego dnia), potem przyszła druga pani położna i kazała się przebrać w szpitalną koszulkę, oraz podłączyła mi kroplówkę, dała jakiś antybiotyk (miałam jakieś bakterie wykrytą) i podłączyła cewnik ( teraz nie robią już lewatywy przed CC). Po chwili przyszła Pani doktor i poinformowała Nas o tym, że cesarka będzie dzisiaj, bo pusto na oddziale a i skurcze są to nie ma po co czekać (chyba personelowi się nudziło:))
Położna od noworodków wybrała jeszcze z mężem ubranka dla dzidziusia i z kijem od kroplówki w ręku przespacerowałam się na salę operacyjną ( w MSZ w Olsztynie sala do przeprowadzania cesarskich cięć jest na trakcie porodowym).

Przebieg zabiegu:
   Na sali operacyjnej przywitała mnie bardzo sympatyczna i roześmiana ekipa w składzie: lekarz anestezjolog (człowiek ma takie zeza, bałam się, że nie trafi mi tym znieczuleniem w kręgosłup:)), Pani doktor co mnie przyjmowała ( młoda babka max. 35 lat), starszy chirurg siwiejący i 3 Panie położne (pielęgniarki?, sanitariuszki? nie wiem jak się nazywają te Panie co przy operacji asystują) i położna od noworodków. Mój zezowaty anestezjolog okazał się być przesympatycznym i do tego niezmiernie delikatnym człowiekiem (nie czułam w ogóle, kiedy wbił mi igłę, żeby zrobić ZZO). Cała reszta, podczas zabiegu, radośnie sobie gaworzyła o oddziałowych ploteczkach, Jurim Gagarinie i dacie 13.01.2013, a ja za każdym razem kiedy nachylał się nade mną anestezjolog parskałam śmiechem. Miałam też napad paniki i uderzenia gorąca ale lekarz szybko mnie uspokoił.

Kiedy o 14:45 powiedzieli mi, że mamy córeczkę, usłyszałam jej płacz i ją zobaczyłam poczułam, że chce mi się płakać ale nic takiego się nie stało. Położna owinęła ją, wytarła i zabrała do mojego męża, do badania.

Cały zabieg trwał łącznie z 45 minut, a po wszystkim przewieźli mnie znowu na salę na trakcie porodowym. Tam położna wraz z mężem przynieśli mi Alę i od razu przystawiła do piersi. Mała była taka śliczna i taka cicha, że nie mogłam się nadziwić:) Na trakcie spędziłam jeszcze 2h po czym przewieźli mnie na salę na oddziale położniczym.

Oddział położniczy:
   Trafiłam do sali dwuosobowej jednak byłam tam sama. Sala ładna (w kolorach ciemnego fioletu i bordo) nazywała się "Storczykowa". Pierwsze na co zwróciłam uwagę to fakt, że w sali nie było łazienki (Kraaaaaap - no cóż pech to pech ale jakoś damy radę:)).
Po cesarce przez 12h nie można wstawać ani podnosić głowy, nie można też nic pić. Lecą za to te kroplówki jedna po drugiej, a po odejściu znieczulenia z nóg zaczęli podawać mi leki przeciwbólowe.
Pielęgniarki przychodziły do mnie co chwilkę, zmieniały mi podkłady, pytały jak się czuję i pomagały przystawiać małą. Po 12h przyszła położna, odłączyła cewnik i kroplówkę, zmieniła mi podkłady, założyła majtki jednorazowe i kazała wstać. był to nie lada wyczyn, rana jeszcze bolała ale wstać i przespacerować się trzeba było:)
Mimo bólu to spacer to był pikuś - położyć się potem to było nie lada wyzwanie:) ze 30 min mi to zajęło.
Po 12h mogłam już pić wodę, a nawet musiałam. Lekarz kazał mi wypić w ciągu następnych 24h ok 2,5-3litry wody i wstać około 5 razy (5 razy? to nic po wypiciu takiej ilości wody to ja biegałam co 1,5h do łazienki:))
Jedzonko dostałam dopiero we wtorek (3 doba po porodzie) i to same kleiki, a normalne jedzonko w środę (4 doba po porodzie).

Podsumowanie:
  Podsumowując mój poród i pobyt w szpitalu muszę przyznać, ze szybciutko doszłam do siebie. Spodziewałam się dużo większego bólu i większych problemów jeśli chodzi o obsługę małej. Wszystko przyszło jakoś samo i intuicyjnie, a jak nie to położne pomagały. Brak łazienki w moim pokoju (jedyny pokój na oddziale bez łazienki :)) nie był dla mnie problemem, przynajmniej mobilizowało mnie to do ruszania się i spacerów.
Na każdy większy płacz małej przychodziła do mnie położna żeby sprawdzić czy wszystko w porządku (nawet w środku nocy).
Oczywiście mała była codziennie badana przez pediatrę, miała szczepienia, badanie słuchu i badanie bioderek.
Kiedy mała spała a ja czekałam na zwolnienie się prysznica (panie z innych sal chodziły też do łazienki na korytarzu kiedy u nich w pokoju była zajęta) to chodziłam na pogaduszki do pielęgniarek i zostawiałam Alę wtedy do kąpieli:)
Czas minął mi szybko i wychodząc ze szpitala w zasadzie rana prawie już mnie nie bolała:)

Moje dobre rady dla Pań po CC?

  • zmierzcie przed pójściem do szpitala swoje majtki jednorazowe - moje okazały się za małe:)
  • nie malujcie paznokci u rąk i stóp- lekarze obserwują kolor płytki paznokcia
  • nie użalajcie się nad soba po zabiegu - boli i będzie boleć bo trochę musi ale szybko przechodzi
  • głód zalewajcie wodą - nie będziecie go czuć a i mleczka będzie więcej
  • ruszajcie się - wiem że rana boli i ciężko się wyprostować ale im więcej będziecie się ruszać tym szybciej dojdziecie do siebie

Tyle ode mnie:) a jak to wyglądało u Was w szpitalu?
Buziakos!!! :*

You Might Also Like

27 komentarze

  1. Bałam się cesarki, w końcu to operacja.
    Ale mała była cały czas główką w dół, więc to mi nie groziło.
    Ja rodziłam SN, bez znieczulenia.
    Nie wiem jak się liczy długość porodu, ale od odejścia wód urodziłam po 9h.
    Najlepiej wspominam chwalenie mnie przez położne, że nie jęczę tylko leżę cicho, mówiły też, że chyba udaję, że nie czuję bólu itp. ;))
    Ogólnie wspominam dobrze, ale potem pobyt w szpitalu dłużył mi się, byłam zmęczona i chciałam już wrócić do domu.
    Ps. Ta bakteria to pewnie paciorkowiec, ja też miałam antybiotyk, dożylnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za spokojny i rzeczowy opis, być może będzie mnie czeka to samo - mała ma położenie miednicowe, ale ma jeszcze 2-4 tygodnie na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję racjonalnego podejścia do zabiegu i do tego, co się działo po :). U mnie zaczął się 32 tydzień ciąży, więc do porodu pozostało kilka tygodni. Chciałabym urodzić naturalnie, ale jestem całkowicie elastyczna pod tym względem, bo najważniejsze jest zdrowie mojego Maluszka. Jak cudnie, że masz już to za sobą :). Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że Ci dali małą od razu, a nie na następny dzień dopiero (tak to wygląda u mnie w szpitalu co zaobserwowałam po swoim porodzie).
    Strasznie dużo osób przy takim porodzie- wydawało mi się, że jakoś mniej :)

    Zapraszam na nasz tranowy konkursik:
    http://znaczkijakrobaczki.blogspot.com/2013/01/lekcja-1-wspieranie-odpornosci-i-konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam cc ale po 12 godzinach normalnego porodu i cc było dla mnie wybawieniem bo myslałam, że z bólu to przez okno wyskoczę. Nie wspominam tego za dobrze ale pamiętam jak dostałam znieczulenie i już mi wszystko odeszło a mi zachciało się spać. Kiedy usłyszałam płacz Osinka i że jest wszystko oki to się rozpłakałam i z nerwów zaczęłam dygotać. Dziecko po cc przewieźli mnie na salę a moja mama przyniosła Oskarka abym mogła go dobrze zobaczyć i dotknąć. Na stałe dziecko dostałam dopiero wieczorem. Opiekę wspominam dobrze ale pobyt już mi się dłużył i nie mogłam doczekać się wyjścia do domu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też po cc jestem, ale poród w anglii wyglądał troszkę inaczej. pamiętam tylko, że bardzo szybko chciałam chodzić, rana szybko się zagoiła i tak naprawdę nie męczyłam się zbytnio. Wszystko zależy od podejścia i nastawienia. Ale widzę, że Ty również z tych bardziej optymistycznych i nienarzekających:) Tak trzymać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałam szybciutko wstać i zajmować się małą:)

      Usuń
  7. Super! pierwszy raz spotykam się z takim przedstawieniem porodu CC. Wspaniale Ci się trafiło z tymi pustkami w szpitalu, ale myślę, że pozytywne podejście też zrobiło swoje:)

    Jeszcze raz gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki podejściem to znaczy jakim?:)
      Szpital był pusty tylko w niedziele jak rodziłam, w poniedziałek było tyle porodów że cały położniczy był zajęty:)

      Usuń
    2. W sensie takim przedstawieniem - że jest wszystko ok, do przeżycia, a nawet całkiem dobrze. Ja sie szalenie (do kwadratu) boję cc.
      A w sensie takim podejściem - aż bije od Ciebie optymizm, chyba nie balas się przed porodem? No i szczera prawda - nie wolno się mazgaic, bedzie boleć, ale i to jest do przetrwania.

      Matki mają moc!

      Zazdroszczę, ze Wy juz razem!

      Usuń
  8. Lubię czytać takie opisy porodów :) Rodziłam naturalnie z ZZO sam poród był bajką ale później bajki nie było :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a później maleństwo dawało czadu czy komplikacje były?

      Usuń
  9. Ja rodzilam naturalnie bez znieczulenia i porod dobrze wspominam ;) po cc jest ciężej podobno dzielna dziewczyna z Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja się strasznie bałam, że będę mieć cc, dlatego podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  11. optymistycznie mi się to czytało, więc się dobrze nastawiam. I stawiam na miejski :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze,ze szybko wróciłaś do formy.I super,że trafiłaś, na "taki pusty" dzień, tak że na spokojnie mogli się Tobą zająć. To jest ważne.
    Z tym malowaniem paznokcito nie wiedziałam, w szpitalu mi dopiero powiedzieli.Ale nie było czasu na zmywanie;)
    Pamiętam, jak nie mogłam się doczekać wyjścia do domu:)
    zapraszam na rozdawajkę do mnie, coś w sam raz dla Twojej córci:))

    http://mamajaga.blogspot.com/2013/01/ekonomiczne-bodziaki.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze że wszystko tak fajnie przebiegło , no ale byłaś przygotowana psychicznie na CC,
    Ja nie byłam , nawet nie brałam pod uwagę CC i pewno dlatego tak ciężko było mi dojść do siebie :P no ale było minęło , teraz już tego nie pamiętam:-)

    OdpowiedzUsuń
  14. serdeczne gratulacje dla Was :)
    ja bardzo ubolewałam nad tym, że nie wyznaczono mi od razu terminu CC. Byłam w ciąży bliźniaczej i poród siłami natury bardziej mnie przerażał. W końcu i tak stanęło na cesarce, ale nadenerwowałam się strasznie.
    I samą operację wspominam nieźle. Rekonwalescencje też. Miałam wtedy inne zmartwienia, a nie ból brzucha (który zresztą nie był jakiś tragiczny)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja moją cesarkę też dobrze wspominam, ale sam zabieg (płakałam ze śmiechu bo anestezjolog mi kawały opowiadał) i samopoczucie. Pobyt w szpitalu całościowo oceniam na dostateczny. Było sporo minusów. Może się kiedyś zbiorę w sobie i opiszę to wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie, że masz miłe wspomnienia z pobytu w szpitalu :) Na tej sali co Ty leżałam przez weekend z Fabiankiem gdy zatrzymali mnie po łyżeczkowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Więcej takich opisów porodu! :)
    Jak już "zaciążę" też będę rodzić przez cc (ze względów zdrowotnych) i wiele osób mnie straszy, że po cc bardzo długo dochodzi się do siebie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czy długo to kwestia psychiki moim zdaniem. Ja szybko chciałam wstać i zająć się małą - wiadomo bolało, to prosiłam o lek i przestawało a ja chodziłam sporo po sali i po korytarzu. Kiedy na 4 dzień wróciłam do domu to już nic mnie nie bolało.

      Nie ma co się oszukiwać - czy cc czy naturalnie to i tak boli i tak boli, kwestia tylko podejścia do tego bólu

      Usuń
  18. Ja także miałam cesarskie cięcie. Mój wielgachny, kochany synek wcale nie pchał się na ten świat. Z silnymi skurczami wylądowałam w szpitalu w sobotę wieczorem, męczyłam się tak do wtorku. Rozwarcia zer. Dostałam oksytocynę, po niej pękł pęcherz płodowy i pojawiły się zielone wody (Jan urodził się tydzień po terminie). Od razu zabrano mnie na blog operacyjny i przeprowadzono cc.

    OdpowiedzUsuń
  19. cesarka jest STRASZNA....moj dr€gi poród tak sięzakończy...nieprzewidziana i nieplanowana ale dla ratowania życia dziecka... Michaś ma prawie pół roku a ja jeszcze do końca się nie pozbierałam..... nigdy więćej. wolę 10 porodów naturalnych niź jedno cc...


    a te zabiegi przygotowujące typou golenie, czy inne dot. tamtych okolic...nie miałół to dla mnie żadnego znaczenia. każda sekunda była na wagę złóta....

    po tym koszmarze wyglądowałam u psychologa by leczył mnie z traumy... i do konca życie nie chcę ani nie zamierzam zajsć w żadną ciąże....

    a ból....pól porodowy to przy tym bułka z masłem....nie raz do tej pory blizna mnie tak rwie że muszę fasszerwoać się lekami ppbólowymi by wstać i działać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że u Ciebie tak to wszystko wyglądało, zapewne okoliczności też inne bo jak i piszesz związane z ratowaniem dzieciątka.

      U mnie choć wszystko to trwało krótko i sprawnie to odbyło się z całkowitym zachowaniem estetyki i delikatności.

      Ten post napisałam też dlatego, że większość kobiet uważa, że cesarka jest prosta i nie boli. Otóż boli jak cholera i wszystkie co to przeszłyśmy o tym wiedzą. A to jak reaguje poszczególny organizm to indywidualna kwestia.

      Ściskam mocno

      Usuń
  20. Przeczytałam i nie wydaje mi się to wszystko takie straszne :)
    Wręcz Twój opis okazał się całkiem przyjemny - nie wiem czy tak mogę powiedzieć ale wszystko czytało się całkiem przyjemnie :)
    To niedługo kolej na mnie :) Zobaczymy jak to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oto chodziło żebyś się nie przeraziła a oswoiła nieco:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam do komentowania. Jeśli podoba CI się ten tekst udostępnij go na swoich portalach społecznościowych.


Proszę o przemyślane dobieranie słownictwa i podpisywanie się pod komentarzem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Google+ Followers

Odwiedź na na Instagramie

Subscribe