Guarana, Amazonka i Ameryka Południowa

21:04

Dziś miała być ostatnia odsłona Bajkowego Projektu Blogowego, ale ze względu na moje wcześniejsze braki możecie spodziewać się jeszcze 2 wpisów. Nie zmienia to faktu, że dziś u nas legenda z Ameryki Południowej.

Swoją przygodę z Ameryką Południową rozpoczęłyśmy od wyprawy Amazonką w głąb kontynentu. Załadowałyśmy nasz atlas, wszystkie niezbędne rzeczy i ruszyłyśmy kajakiem na amazońską przygodę. 

To była bardzo nużąca podróż dla małego podróżnika.
O samym spływie napiszę Wam innym razem, tymczasem opowiem Wam o legendzie brazylijskiej.

Poznając tajemnice tego kontynentu natknęłam się na indiańskie baśnie i wierzenia oraz wiele legend Inków. Nie wszystkie nadawały się do opowiedzenia dziecku. Znalazłam jednak taką, która zaciekawiła nie tylko mnie ale i Alę. Jest to legenda o owocach guarany.

Przedstawiam Wam brazylijską legendę o Guaranie

"Dawno, dawno temu, głęboko w amazońskiej dżungli żyła para ludzi. Byli to najszczęśliwsi ludzie w plemieniu Satere-Maue. Byli podziwiani i szanowani, pracowali najciężej ze wszystkich, aby wszystkim lepiej się żyło. Brakowało im tylko jednego: bardzo chcieli mieć synka. Każdego dnia zwracali swe modły do wielkiego boga Tupã, aby spełnił ich marzenie o posiadaniu dziecka.

Dobry bóg widział czyny tych dwojga ludzi, postanowił więc spełnić ich prośbę. Wkrótce na świat przyszedł ich wymarzony syn. Kiedy chłopiec dorósł, stał się tak samo poważany, jak jego rodzice. Był to jeden z najlepszych, najsilniejszych i najmądrzejszych mężczyzn w plemieniu. Świetnie władał łukiem i był najlepszych tropicielem. Jego serce pełne było dobroci. Kiedy nie był właśnie w dżungli, ucząc się nowych rzeczy, pomagał matce w codziennych pracach. Często pomagał też ojcu łowić ryby i polować, choć nie lubił zabijać zwierząt, jeśli nie wiązało się to ze zdobyciem pożywienia dla członków indiańskiej społeczności.

Wkrótce młodzieniec wiedział już wszystko o deszczowym lesie, powiadano, że umiał rozmawiać z małpami, naśladować śpiew ptaków, a nawet przechytrzać węże. Znał zwyczaje mieszkańców dżungli lepiej niż ktokolwiek w wiosce. Zwróciło to uwagę demona Jurupari, o którego istnieniu chłopiec nie wiedział. Jego rodzice sądzili bowiem, że miał on zbyt szlachetne serce, aby poznać ciemne strony świata. Jurupari był zły, że chłopak zyskał takie uznanie współplemieńców, a także zwierząt i ptaków. Postanowił zemścić się na chłopcu.

Pewnego dnia, gdy młodzieniec zrywał właśnie owoce, których pełen kosz miał zamiar zanieść matce, Jurupari, przemieniony w jadowitego węża, zsunął się bezszelestnie po pniu drzewa i ukąsił go. Trujący jad demona sprawił, że chłopiec osunął się nieżywy na ziemię. Kiedy młodzieniec nie powrócił o zmierzchu do chaty, zaniepokojeni Indianie postanowili wyruszyć na poszukiwania.

Wkrótce, nieopodal drzewa, z którego często rwano owoce, znaleziono martwe ciało chłopca ze śladami po ugryzieniu węża. Nikt nie mógł w to uwierzyć, wszyscy bowiem wiedzieli, że chłopiec nie bał się węży i znał dżunglę jak własną kieszeń. Po chwili namysłu starszyzna plemienna uradziła, że musiał to być Jurupari – jedyny mieszkaniec lasu, którego młodzieniec nie poznał.

Zasmucił się dobry bóg Tupã widząc to nieszczęście. Pożałował dobrych rodziców chłopca. Nagle z jasnego nieba strzelił piorun. Matka chłopca od razu zrozumiała, co oznaczała ta wiadomość.
— To Tupã. On też smuci się z nami, bo wie, jak wielka spotkała nas strata. On chce, żebyśmy zakopali tu oczy mojego syna. Kiedy wyrosną, staną się cudowną rośliną, która pomoże uzdrowić wielu z nas.
Tak też uczynili. Nim się obejrzeli, z ziemi wyrósł nieznany im krzew. Indianie nazwali go guaraná, co w ich języku znaczyło „owoc jak ludzkie oko”. Ludzie w Amazonii wciąż używają guarany jako lekarstwa. Ze względu na swe właściwości jest ona postrzegana jako jedna z najlepszych roślin w całym deszczowym lesie. "
źródło: netim.cgsociety.org
 Tak oto powstały owoce guarany :) Jeśli ciekawi jesteście legend, które poznał moje koleżanki biorące udział w projekcie zapraszam Was do klikania w ich logo.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Tej relacji ze spływu jestem ciekawa :) Mała podróżniczka nie próbowała się wychylać czy wyjść? Bo kusi mnie spływ z moim, ale ta chęć dotknięcia wody i zwiedzania mnie trochę niepokoi, chociaż może niepotrzebnie, w końcu rozumny człowiek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ku mojemu zaskoczeniu nie wierciła się, ale przyznam, że ten nasz spływ nie był za długi :)

      Usuń
  2. jak na prawdziwą podróżniczkę ucięła sobie słodko komara :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Choć przyznam, że większość czasu dzielnie obserwowała otoczenie :)

      Usuń
  3. Ale fajnie wyglądacie w tym kajaku :) Ja sobie Fabiana nie wyobrażam w takiej scenerii - bankowo byśmy zatonęli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga jakie zatonęli jak tam wody po kolana :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam do komentowania. Jeśli podoba CI się ten tekst udostępnij go na swoich portalach społecznościowych.


Proszę o przemyślane dobieranie słownictwa i podpisywanie się pod komentarzem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Google+ Followers

Odwiedź na na Instagramie

Subscribe