W bibliotece

13:29

Książki to mój konik. Kocham je miłością ogromną i cieszę się, że Ala również  je pokochała. Nic mnie tak nie cieszy jak książki dla dzieci. Mogłabym oglądać je godzinami, mogłabym wydać na nie całą wypłatę. Choć to mało rozsądne. Na ratunek mojemu portfelowi przychodzi okoliczna biblioteka, która jest całkiem nieźle wyposażona. Muszę przyznać, że mogłaby mieć większy kącik dla maluchów, ale pozycje książkowe w niej dostępne rekompensują mi jego brak.
Zapisałam Ale do biblioteki, gdy mała miała jakieś 7 miesięcy. Wielu znajomych pukało się wtedy w czoło i robiło ze mnie nadopiekuńczą matkę-wariatkę, która na siłę chce edukować swoje dziecko. Nikomu nie przyszło chyba do głowy, że to właśnie dzięki bibliotece, wiem jakie książki Ala uwielbia a jakie na razie mogę sobie darować.
Dzięki temu obyło się bez wpadek i zbędnych zakupów książek, których Ala zdecydowanie nie lubi.

Większości ludzi biblioteka mylnie kojarzy się z zapachem stęchlizny  i egzemplarzami książek starymi jak oni sami. Tak na prawdę mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego w jaki sposób książki trafiają do biblioteki. Nie mają pojęcia, że każda wydana książka trafia do bibliotek. Dzieje się tak, gdyż wydawnictwa zobowiązane są do przekazania egzemplarzy obowiązkowych dla Biblioteki Narodowej oraz bibliotek uprawnionych. To wszystko oczywiście poza zakupami i darowiznami jakie otrzymują biblioteki.
Dzięki temu współczesne biblioteki publiczne są wyposażone w na prawdę świetne książeczki, nowości wydawnicze i całkiem przyzwoite kąciki przyjazne dzieciom.

Dzięki naszej okolicznej bibliotece poznałam na prawdę fajne książki, które znalazły się na naszej domowej liście "must have" książek dla Ali i przekonałam się, że nie każda książka, która podoba się mi może podobać się mojemu dziecku. Zaoszczędziło mi to zbędnego wydatku.

Plusem dodatnim, jak to się ostatnio mówi, jest również fakt, że młoda lubi przebywać w tej bibliotece. Zawsze z wielką radością zasiada do małego stolika i przegląda ułożone tam książeczki i drewniane układanki. Chodzi między półkami, zdejmuje książki, przekłada je. Podoba mi się, że nie stanowi to problemu dla Pań bibliotekarek.

Muszę przyznać, że w tej nasze okolicznej bibliotece spędziłyśmy nie jedną godzinę, zostawiłyśmy nie jedną książkę i nie jedną złotówkę.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Oj ja tak uwielbiam naszą gminna bibliotekę, że staram się w niej o pracę :) Córka uwielbiam tam chodzic i przynosić do domu coraz to nowe skarby przez to na moim blogu często mozna poczytac o książkach :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie, bibliotekarza, który "czuwa" właśnie nad działem dziecięcym, ten wpis to miód na serce! :) Bardzo się cieszę, że odnalazłyście się w naszej przestrzeni. Co więcej, biblioteka to nie jest już ciche, ciemne miejsce. To taki mały świat, z książkami zamiast ścian, wypełniony szeptanymi pogaduszkami dorosłych i śmiechem dzieci.
    Zapraszam również na bezpłatne zajęcia dla najmłodszych.
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My jeszcze nie korzystamy z naszej biblioteki publicznej,ale z pewnością w przyszłości będziemy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ha ha;) a ja zapisałam moją Córeczkę jak miała 1,5 roku i myślałam że jest najmłodszą czytelniczką;) uwielbiamy wracać z upolowaną nowiutką lub prawie darmową ksiażką do czytania;)Aga i Zuzia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam do komentowania. Jeśli podoba CI się ten tekst udostępnij go na swoich portalach społecznościowych.


Proszę o przemyślane dobieranie słownictwa i podpisywanie się pod komentarzem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Google+ Followers

Odwiedź na na Instagramie

Subscribe